|
Rak
skóry, żołądka, płuc, gardła:
Miałem nowotwór
- raka płuc na 9 płacie z przerzutem do kości prawego ramienia.
Trzy lata temu miałem operację wstawienia implantu w miejsce
przerzutu w ramieniu i po pół roku , jak już troszkę doszedłem
do siebie, skierowano mnie na chemioterapię. Rak miał tyle
przerzutów że był już nieoperacyjny, dlatego na wszelkie możliwe
sposoby szukałem dla siebie ratunku. Znalazłem jakieś chińskie
preparaty, ale wszystkie były z domieszką chemii. Wg opisów w
internecie jedynym skutecznym dla mnie wydawał się sok Noni. Okazało
się że w moim mieście za parę dni miało się odbyć spotkanie
na temat zdrowotnych właściwości tego soku, dlatego udało mi się
załatwić przepustkę ze szpitala i poszedłem na spotkanie (z
wenflonem w ręku, ponieważ byłem w trakcie drugiego cyklu chemii)
. Na spotkaniu kupiłem jedna butelkę, później drugą, później
się zarejestrowałem u producenta abym mógł kupować sok taniej.
Piłem sok między dawkami chemii i od razu zauważyłem taki efekt,
że dobrze się czułem, normalnie jadłem i przechodziłem chemię
o wiele łagodniej niż inni pacjenci z mojej sali.
Po wyjściu ze
szpitala, ponieważ nowotwór był nieoperacyjny, miałem wypis
– przekazać do opieki paliatywnej.
Od momentu wyjścia
ze szpitala nie brałem żadnych leków, tylko cały czas piję sok.
Ze względu na
zagrożenie życia miałem najpierw co 3 miesiące badania (tomograf
komputerowy klatki piersiowej i scyntygrafię kości) następnie co
pół roku. Z badania na badanie okazywało się ze komórek
rakowych jest coraz mniej, a po badaniu we wrześniu ubiegłego roku
nie stwierdzono nigdzie komórek rakowych. Miesiąc temu robiłem
badania i po odebraniu wyniku się okazuje, że nadal nie mam
komórek rakowych.
Z dodatkowych
korzyści – po 3 tygodniu picia soku Noni wyrównało mi się
ciśnienie krwi, a od 3 lat brałem leki na obniżenie ciśnienia
krwi bo miałem nadciśnienie.
--Andrzej
G. , Polska, maj 2008
tel. kom.
0 605 273
601, tel. 0 42 684 63
29,
email agrdesinski@tlen.pl
Mój dziadek ma
84 lata. Całe życie był zdrowy, mimo swojego wieku pracował w
ogródku, jeździł na rowerze. W październiku 2003 roku nagle
poczuł straszny ból w klatce piersiowej. Gdy poszliśmy z nim do
lekarza, ten go natychmiast skierował do szpitala. W szpitalu ściągnęli
mu 3 litry wody z płuc. Okazało się że ma raka lewego płuca.
Lekarze powiedzieli że dziadek nie dożyje do Bożego Narodzenia
– nie dawali mu żadnych szans. Chcieli go skierować na
chemioterapię, ale dziadek stwierdził że jak ma dwa miesiące życia
to woli umrzeć w domu i nie chce chemioterapii. Jak się
dowiedzieliśmy od tych lekarzy - przyczyną raka była praca
dziadka przy azbeście którą wykonywał wiele lat temu i ten
azbest ulokował mu się w lewym płucu. Powiedzieli nam że
wszystkie metale można wypłukać z organizmu, ale azbestu nie da
rady – nie ma sposobu. Przypomnieliśmy sobie że nasza
znajoma miała do czynienia z sokiem Noni z Tahiti w szklanych
butelkach, więc jeśli już nie ma
dla dziadka ratunku to można spróbować soku Noni. Przeczytaliśmy
w książce doktora Solomona o "uderzeniowej dawce" na
szczególnie ciężkie przypadki i dziadek zaczął ją
stosować. Kuracja ta polega na tym, że przez pierwsze cztery dni
pije się dziennie po jednym litrze soku Noni z Tahiti, następne
cztery dni po pół litra soku a następnie sukcesywnie zmniejsza się
dawkę. Dziadek jest zarejestrowany w Instytucie który się zajmuje ludźmi
chorymi z powodu zanieczyszczenia organizmu azbestem. Po dwóch
miesiącach lekarze stwierdzili z wyników badań że nastąpiła
pozytywna zmiana. Spytali nas czy my coś robimy, ale nie przyznaliśmy
się żeby nas nie wyśmiali i żeby nie stwierdzili, ze skoro jesteśmy
tacy mądrzy to po co przychodzimy do nich. Chodziliśmy regularnie
co 6 tygodni do kontroli, Boże Narodzenie już dawno minęło, i za
każdym razem lekarze zauważali coraz lepszy stan zdrowia dziadka.
Po pół roku lekarze powiedzieli nam, że jest niemożliwe że my
nic nie robimy, bo takiego przypadku jeszcze nie mieli, ale jeśli
cokolwiek robimy to mamy to robić nadal. Do tej pory
wszyscy pacjenci tego Instytutu albo się poruszają na wózkach inwalidzkich, albo
są skazani na ciągłe leżenie w szpitalu podłączeni do kroplówek.
Mają tak straszne bóle że żaden pacjent nie jest w stanie ich
wytrzymać – muszą być niemal cały czas pod działaniem morfiny.
Dziadek morfiny nie musi zażywać, jeździ na rowerze, pracuje w
ogrodzie. Ostatnio podczas badań lekarze nam pokazali na ekranie,
że ten rak się otorbił i się nie rozprzestrzenia. Stwierdziliśmy że to jest CUD NONI.
--Małgorzata
S., Polska/Niemcy 18 wrzesień 2004r
We wrześniu 2004 wróciłem z
konsultacji ze szpitala onkologicznego podczas której stwierdzili że
muszą mi usunąć nogę łącznie z biodrem w ciągu miesiąca z powodu
nowotworu mięsaka na udzie. Przez 10 miesięcy miałem kilka
chemioterapii i naświetlań ale niestety rana bez przerwy mi się
powiększała i gniła. Przypadkiem natknąłem się na oryginalny sok Noni z
Tahiti i przy okazji miałem szczęście że skontaktowałem się z
doktorem medycyny naturalnej który jest specjalistą od soku noni.
Doktor powiedział mi, że mam pić 105 ml dziennie i zużywać 30 ml na
smarowanie rany. Po tygodniu pielęgniarki które robiły mi opatrunki
stwierdziły, że teraz rana się goi za szybko. W tej sytuacji w.w.
doktor medycyny naturalnej nakazał nadal pić sok ale przestać
smarować ranę. Tydzień później doktor zalecił znów smarować, ale nie
bezpośrednio na ranę tylko wokół niej. Przed komisja lekarską
nakazali mi zrobić tomografię komputerową. Podczas komisji
lekarskiej doktor powiedział mi że tomograf nie wykazał przerzutów
na płuca i przypomniał mi po co do niego przyszedłem. Wtedy moja
żona powiedziała do lekarza – „Panie profesorze niech Pan obejrzy
ranę męża”. Odpowiedział jej że jest to niepotrzebne i trzeba
amputować nogę. Na to żona powiedziała że pielęgniarki stwierdziły
że rana się goi. Wreszcie po kilku namowach ściągnął mi opatrunek,
obejrzał ranę i stwierdził – „I co? Ja kazałem tą nogę obciąć? Ale
bym zabulił”. Po pewnym czasie ten doktor zaczął sam kupować sok.
--Janusz K., Polska marzec 2005
Spotkania
na temat Noni - KLIKNIJ Pracowałem przez 30 lat jako monter systemów nawadniania pól w gorącym słońcu
Florydy. Jestem blondynem i mam jasną skórę, więc w tych warunkach istniało dla
mnie duże ryzyko raka skóry. Cztery lata temu zauważałem kilka zmian w
niektórych miejscach mojej skroni, więc poszedłem do dermatologa przy
Uniwersytecie Południowej Florydy by zrobił biopsje. Wyniki wykazały podstawowe
komórki rakowe. Dermatolog "zamrażał" rejony komórek rakowych i znajdował inne
obszary , które nazwał "przedrakowe" i także je zamrażał. W styczniu 1999
poznałem sok noni z Tahiti. Gdy zacząłem go pić dowiedziałem się, że może być
także używany miejscowo z bardzo dobrymi rezultatami , więc zacząłem stosować go
bezpośrednio na mojego raka skóry. Odkąd zacząłem pić sok noni, dermatolog nie
znajdował już jakichkolwiek przedrakowych komórek w tych miejscach, w których
istniało największe ryzyko z powodu ciągłego wystawiania do słońca! Jednak,
podczas mojej ostatniej wizyty, zaglądnął do mojego ucha i zauważał , że głęboko
w uchu miałem guz. Umówił mnie natychmiast ze specjalistą , który metodą MOHS,
chirurgicznie usuwa podstawowe komórki rakowe. Ponieważ pracuję 40 godzin
tygodniowo, więc nie mogłem wziąć wolnego by poddać się operacji i ciągle
odkładałem termin na później. Po pewnym czasie zauważałem , że moje ucho
krwawiło, zaniepokoiłem się i natychmiast wpisałem na listę do
operacji. Metoda MOHS polega na usuwaniu skóry warstwami i jednoczesną
analizą w celu uzyskania pewności że wszystkie rakowe komórki zostały usunięte.
Wystarczyły dwa cięcia by usunąć to co pozostało z raka w moim uchu. Wracałem co
2 tygodnie na zmianę opatrunku. Każdorazowo gdy zmieniałem opatrunek, dodawałem
do opatrunku kilka kropel soku noni i nakładałem to na ranę i to przynosiło mi
ulgę. Doktor jednak nie wiedział nic na temat soku noni, obawiał się więc że to
przeszkadza w gojeniu się i odradził mi stosowanie soku na ranę. Posłuchałem
go. Podczas następnej wizyty stwierdził, że skóra goiła się źle, więc musi
zrobić przeszczep skóry. Kiedy wróciłem do niego znów po tygodniu, skóra pod
przeszczepem nadal goiła się źle, więc usuwał szwy, przeszczep i następne
warstwy skóry. Tym razem powiedział mi abym używał soku noni! W czasie następnej
wizyty doktor stwierdził z zaskoczeniem że rana goi się bardzo dobrze i
zaplanował kolejna wizytę dopiero za kilka tygodni. W międzyczasie
przeczytałem że sok noni jest szybko absorbowany przez skórę i ciągnięty do
miejsca które najbardziej go potrzebuje, więc zamiast nakładania soku noni
bezpośrednio w moje ucho, teraz eksperymentuję w ten sposób, że nalewam go na
bawełniany wacik i przywiązuję tasiemką na zewnątrz ucha obok zoperowanego
miejsca. Jak dotąd to wspaniale działa! Oczekuję mojego następnego badania. Wiem
że doktor będzie jeszcze bardziej zaskoczony!
--Dave O., USA 2
wrzesień 2002
Tampaw01@aol.com
U mojego męża zdiagnozowano raka płuc , który rozciągał się aż do wątroby.
Zaczął branie noni zaraz po diagnozie na początku lipca. Jest wiele osób które
modlą się o niego. Miał jedną chemoterapię 16 lipca 2003. Później był u lekarza
4 sierpnia 2003. Doktor był zaskoczony ponieważ jest tlen w części płuca tam
gdzie jest guz. Pytałam doktora o guz w jego węźle chłonnym. Szukał, szukał, ale
nie mógł znaleźć. Powiedział nam żeby kontynuować to co robimy. Nie mamy jeszcze
sprawozdania z wynikiem ostatnich badań , ale powiadomimy Was
tutaj.
--Bonnie M., USA 6 sierpnia 2003
Spotkania
na temat Noni - KLIKNIJ
Moja
pasierbica Margie ma 41 lat i całe życie miewała różne dolegliwości.
Z powodu chronicznych problemów z tarczycą do czasu jak miała 20
lat, miała dużą nadwagę. Ostatecznie rozwinęła się u niej dorosła
postać cukrzycy, depresja, zespół przewlekłego zmęczenia, poważne
codzienne bóle głowy, ból włókien mięśniowych, i wieloraka
wrażliwość na chemię. Największym jej problemem była gorączka przez
wiele lat jako następstwo kompletnego wycięcia macicy (histerektomii)!
Te problemy uniemożliwiały jej podjęcie pracy nawet na część etatu,
więc nigdy nie mogła mieć właściwej opieki medycznej.
W maju 1998r Margie przyznano rentę więc mogła rozpocząć badania. W
tamtym czasie zaczęła drastycznie tracić wagę i była tak chora i
słaba że nie mogła chodzić ani nawet wstawać z tapczanu bez pomocy.
Zawieźliśmy ją do doktora który był pewien że ona ma raka i zapisał
ją na wizytę u onkologa przy Albuquerque Lovelace Hospital. Diagnoza
była jednoznaczna - chłoniak złośliwy
nieziarniczny (non-Hodgkin’s lymphoma) w 4 stadium, ostatnim
stadium dającym się leczyć. Rak rozszerzył się na wątrobę,
śledzionę, jedno płuco, żołądek i część klatki piersiowej! Prognoza
była bardzo zła; powiedzieli nam, że nawet z chemioterapią ma w
najlepszym przypadku 20% szans na przeżycie dwóch miesięcy. Ani jej
ojciec ani ja nie powiedzieliśmy jej o tym.
Sama używałam oryginalny sok noni z
Tahiti z dużą skutecznością, i wiedziałam, że jeżeli cokolwiek może
jej pomóc to może to być tylko noni. Jednak Margie wierzyła tylko w
medycynę tradycyjną i nie była otwarta na używanie naturalnego
produktu. Ona wcześniej raz spróbowała noni raz i stała się bardzo
chora więc wierzyła że ma na ten sok alergię. Oczywiście, nie
wiedzieliśmy wtedy, że ona była tak zaatakowana przez nowotwór !
Margie zaczęła chemioterapię, ale lekarze nie byli pełni nadziei.
Kiedy ona wróciła do domu w pierwszym tygodniu czerwca, była bardzo
słaba i chora. Kontynuowałam zachęcanie jej by spróbowała sok noni.
W końcu zrozumiała, że nie ma innego wyjścia i zgodziła się na
“nonizę” jak to nazwała. Ponieważ sok poprzednio na nią nie
zadziałał dobrze, zdecydowaliśmy się spróbować robić jej kompres na
żołądek nad jej pępkiem by zobaczyć, czy to będzie dla jej organizmu
lepszym sposobem na działanie soku. Jednak Margie miała głęboką
bliznę od czasu usunięcia macicy. Myślałam że kładłam kompres na jej
pępku, ale leżał na najgłębszej części blizny. Następnego dnia
ogromna połać ropy zarysowała się w miejscu w którym był kompres
ponieważ nacięcie nigdy jej się nie zagoiło. To było prawdopodobnie
źródło jej gorączek, które teraz znikały.
Margie zaczęła tolerować sok po dwóch dniach więc zaczęliśmy dawać
jej 1 uncję co 20 minut przez cały dzień (to było prawdopodobnie
zbyt dużo, zbyt wcześnie, ale nie wiedzieliśmy o tym!). Kiedy ona
była wypisana ze szpitala jej morfologia krwi wynosiła 1800 co było
jeszcze całkiem niskie. Tamtego dnia wzięła ostatnią dawkę soku noni
o 22.00. i zasnęła. O północy obudziła się i powiedziała nam że
kości bolą ją tak bardzo, że myśli że zaraz umrze. Kiedy zawieźliśmy
ją do szpitala, jej morfologia krwi wyniosła 7,800! Lekarze mówili
że jej kości produkowały komórki krwi tak szybko, że bolały ją z
powodu rozszerzania się! Zmniejszyliśmy jej w związku z tym dawkę
noni do 8 uncji dziennie przez następny rok.
Podczas chemioterapii Margie zamiast tradycyjnie czuć się źle -
czuła się coraz lepiej. Prawie nie miała mdłości. Nie traciła
włosów. Stawała się coraz bardziej pozytywna i chciała być ponownie
wśród ludzi. Poprzednio rzadko wychodziła z pokoju czy opuszczała
łóżko; teraz prosiła ojca żeby przyszedł o 6.00 lub o 7.00 rano na
kawę! Chroniczne zmęczenie i ból włókien mięśniowych łagodniały a
poziom cukru miała w normie, podczas gdy kiedyś miewała 300-600.
Zaczęła jeździć do miasta na zakupy, czego nie robiła wiele lat z
powodu alergii.
W czerwcu, ponad rok od czasu gdy lekarze dawali Margie nikłe szanse
na przeżycie, onkolog powiedział że jej rak zmniejszył się o 80
procent! Jej doktor był zdumiony taką poprawą jej stanu zdrowia. W
lipcu zmniejszyła dawkę soku noni z Tahiti pijąc 4 uncje dziennie
(byłam temu przeciwna), i dodatkowo piła napój proteinowy i
witaminowo-mineralny. Jej nowy onkolog w Arkansas był zdziwiony, że
nie miała żadnej chemoterapii od pięciu miesięcy a on nie znalazł
niczego niewłaściwego z wyjątkiem anemii. Jednak on nie wykazywał
żadnego zainteresowania sokiem noni. Pod koniec sierpnia zrobił
tomografię komputerową i zauważył kilka guzków i szarych miejsc w
żołądku, wątrobie i śledzionie. Myślał że rak może powrócić i
zapisał ją na biopsję, więc natychmiast zachęciłam Margie aby
wróciła do 8 uncji soku dziennie. Jej onkolog nie znalazł żadnych
śladów raka podczas biopsji, tylko zabliźnione tkanki! On nie mógł
być w 100% pewny że rak minął, ale byliśmy tym zachwyceni i pełni
nadziei.
Stan Margie ciągle się poprawia. Pije nadal 8 uncji soku noni z
Tahiti dziennie, co powinno zapewnić, że wszystkie ślady raka znikną
ostatecznie. (Wiem że ważne jest picie takich wysokich dawek kiedy
ma się do czynienia z poważnymi chorobami - nie można oczekiwać
takich wyników przy normalnej dawce 1 uncji dziennie.)
Wiadomość którą chcę przekazać wszystkim chorym na raka jest
następująca: Utrzymuj pozytywne nastawienie i wiedz że są
alternatywy które pomagają ludziom z tą straszną chorobą. Codziennie
pij sok noni z Tahiti!
AKTUALIZACJA 1 lipca 2000
Margie miała trzecią tomografię i biopsję po skończeniu
chemoterapii, i jej doktor powiedział, ze nadal nie ma żadnych oznak
raka!
AKTUALIZACJA 22 lipiec 2000
Margie zatelefonowała do mnie i powiedziała, że z powrotem jej
krew pracuje doskonale a jej doktor spytał ją czy nadal pije ten
sok. Odpowiedziała mu że tak a on ją spytał czy ona myśli że to jej
pomogło. Jeszcze podczas poprzedniej wizyty jak tylko wchodziła do
niego mówił - “Tylko proszę nic nie mówić dzisiaj o tym soku".
Ostatnio zmniejszyła dawkę do 4 uncji dziennie.
AKTUALIZACJA 10 listopada, 2000
Margie dziś zatelefonowała z wiadomością że miała następną
tomografię i doktor jej powiedział, że nie ma żadnego znaku
chłoniaka! Powiedział że jest praktycznie zdrowa! Cudowna wiadomość
dla rodziny i przyjaciół.
AKTUALIZACJA 13 lipca 2001
Margie miała następną tomografię i doktor powiedział, że nadal nie
znalazł żadnego znaku czynnego chłoniaka. Mówił, że odkąd uwolniła
się od raka trzy lata temu wątpi że może powrócić. Jednak ona nigdy
nie przestanie pić soku.
--Nancy C., USA 22 luty 2002
W lutym 1995 w czasie kontroli bieżącej po prześwietleniu klatki piersiowej wykryto, że mam guza w prawym płucu. Następnych kilka testów i prześwietleń wykazało że mam raka. Był nie operacyjny, ponieważ
rozciągał się aż do węzłów chłonnych. Rak był bardzo poważny z bardzo małą szansą przeżycia. Był to drobnokomórkowy rak płuc. Poczułam się tak, jakby
wydano na mnie wyrok śmierci. Onkolog powiedział mi że mam 2 do 5% szansy
przeżycia, odpowiedziałam mu że potrzebuję wykorzystać tylko 1%. Miałam kłopot co do podjęcia decyzji czy wybrać promieniowanie i chemoterapię czy
leczenie holistyczne. Zdecydowałam się robić jedno i drugie. Zasugerowano mi, że
mam wykonać dwadzieścia promieniowań mojego mózgu. Było to profilaktyką aby nie
było przerzutów raka do mózgu. Rak drobnokomórkowy jeżeli robił przerzuty, miał
tendencję iść do mózgu albo wątroby. Mózg nie może być leczony chemoterapią więc
radiacja była jedynym sposobem. W 1997r miałam atak serca i zabrano mnie do
London w Ontario. Tutaj, podczas analizy mojego zdjęcia rtg naczyń, pokazano mi
tętniaka na aorcie poniżej pępka. Bardzo się bałam. W 1998 mój bardzo dobry
przyjaciel poinformował mnie o noni. Na niego sok zadziałał z cudownym wynikiem.
Po spróbowaniu noni zauważyłam, że mam więcej energii i że poczułam się
lepiej. Joe miał raka okrężnicy i po operacji zdecydował się by nie mieć
radiacji ani chemoterapii i leczył się tylko noni. Kilka miesięcy temu
skierowano mnie do specjalisty naczyniowego by zbadać mojego tętniaka. Ten
doktor powiedział mi że nigdy nie słyszał o kimś kto przeżył więcej niż pięć lat
mając drobnokomórkowego raka płuca. Z głębi serca powiedziałam mu że daję wiarę
w działanie noni. On nigdy nie słyszał o noni, jednak był zainteresowany
posłuchaniem czegoś, co pomogło chorej na drobnokomórkowego raka utrzymać się
przy życiu przez siedem lat. Zostawiłam mu kilka książek na temat działania
noni. Gdy wychodziłam z jego gabinetu powiedział, "Prawdopodobnie to noni jest
przyczyną tego że tętniak nie zmienił się.” Ja dzięki Bogu, noni, mojemu mężowi,
mojej rodzinie i przyjaciołom mogłam obchodzić w zeszłym miesiącu ósmą rocznicę
uwolnienia od raka. Wszystko zaczęło się od rutynowej kontroli lekarskiej . Nie
czułam się chorą, czy mającą jakieś problemy. To szokuje co może zdarzać się w
naszych ciałach a czego nie jesteśmy świadomi. Moja teoria: "Uncja noni zadziała
lepiej niż kilogram kuracji”
PS: Ostatnio byłam na kontroli w Klinice
Onkologicznej. Onkolog powiedział, że jeżeli miałby nowego pacjenta dzisiaj z
moją ówczesną diagnozą, przygotowywałby od razu salę pooperacyjną. Powiedział że
chce mnie zobaczyć ponownie za rok. Nazwał mnie "Panią
Cudu".
--Shirley G., Kanada 30 marca 2003
Jeden z naszych znajomych z innej miejscowości zadzwonił do nas około dwa
miesiące po rozpoczęciu picia soku noni. Przeszedł chemioterapię i był
podniecony informując nas, że jeden z guzów raka w jego płucu zmniejszył się.
Czuje się nieco lepiej i wierzy że to z powodu picia soku
noni.
--Diane B., Kanada 30 stycznia 2000
Latem 1999 mój brat był na wycieczce w Szwajcarii. Tam poczuł po raz
pierwszy bóle w klatce piersiowej i zadyszkę. Jego doktor skierował go do
Asklepiose Clinic w Gauting. Rozpoznano u niego zapalenie opłucnej (rak płuca) i
około 4,5 litra wody usunięto z jego płuc. Brat był w bardzo złym
stanie. Chemioterapia nie była prowadzona ponieważ na ten typ raka jest
nieefektywny w 95%. Brat pozostawał w klinice, był leczony przez onkologów w
Augsburgu. W styczniu 2000 odwiedziłem ośrodek, który oferował porady
na uzupełnienie diety. Oni polecali komórkowe pożywienie, aminokwasy, witaminy a
także sok noni. Dwa lata wcześniej miałem operację by-passa i jeszcze nie czułem
się całkiem dobrze. Po piciu soku i witamin, poczułem się w krótkim czasie
znacznie lepiej. W lutym poleciłem sok noni mojemu bratu. Zaczął lepiej spać i ucisk guza znacznie się zmniejszył. Onkolodzy po wynikach badania krwi
potwierdzali polepszanie się jego stanu. W kwietniu był ponownie
diagnozowany. Wówczas od początku maja zaczął pić sześć kieliszków soku noni
dziennie. Litr soku wystarczał mu wtedy na tydzień. Nieco później przytył
pięć kilogramów i jego system immunologiczny ustabilizował się, guz kurczył się
a nie rozrastał. Brat czuł się o tyle lepiej, że mógł spędzić tydzień nad Morzem
Północnym w lipcu i cztery dni w Graubünden w sierpniu. Dzisiaj (17 sierpnia
2000) miał badania, które wskazały, że wszystko się ustabilizowało i polepszyło.
To kompletne zaskoczenie dla lekarzy. Bardzo dziękuję ośrodkowi porad , także w
imieniu mojego brata Hermana, że mamy ten produkt.
--Johann J. D.,
Niemcy 17 sierpnia 2000
Spotkania
na temat Noni - KLIKNIJ
Piję sok noni z wielu powodów. Wielką korzyścią dla mnie jest sposób w jaki
sok pomaga mi w leczeniu raka skóry. Przez wiele lat odwiedzałem mojego
dermatologa co kwartał by usuwał mi podstawowe komórki rakowe płynnym azotem,
silnym skórnym kremem (tylko zimą), lub chirurgicznie. Od chwili w której
zacząłem pić sok noni, nie potrzebuję jakiejkolwiek operacji a jeżeli pokazuje się nowe miejsce, stosuję sok bezpośrednio na skórę która po
kilku zastosowaniach wraca do normalnego stanu. Mój dermatolog jest pod wielkim
wrażeniem !
--Archie W., CAN 21 kwietnia 2001
W listopadzie 1998, zadzwonił telefon od mojej znajomej z USA. Porozmawialiśmy i
w efekcie zamówiłem sok noni przez telefon. Otrzymałem skrzynkę (4 litrowe
butelki) butelki. Piłem jedną pełną łyżkę stołową (od zupy) przed posiłkami. Na początku nie bardzo wierzyłem że może mi pomóc ale przecież jest to sok
owocowy więc cóż mi szkodziło pić. Oto jaką różnicę sprawił sok w moim
organizmie i moim stylu życia. W pierwszym tygodniu poczułem rozluźnienie w moich
stawach i żadnego bólu pleców kiedy prowadzę moją taksówkę. Ustało także kłucie
- jak szpilkami - w prawej stopie każdego ranka. Rany spowodowane przez raka
skóry goiły się szybko. Zadzwoniłem do osoby która pokazała mi sok i spytałem "Co jest w tym
soku że tak dobrze działa?” Ona śmiała się i odpowiedziała , "Kontynuuj nadal
picie soku ze szklanką wody." Tak robiłem. Wróciły mi siły, czuję się i wyglądam
dziesięć lat młodziej. Dziękuję za ten produkt.
--Geoff C., AUS 20
Jul 2003
geoffcoulin@tahitiannoni.com
Przyjaciel zaproponował mi sok noni kiedy otrzymałam pozytywny wynik biopsji na
raka skóry na moim nosie. Dzięki temu sokowi rak zupełnie minął zanim przyszedł czas zabiegu
chirurgicznego.
--Maria M., USA 30 czerwca 2000
Mam na imię Glenn i 15 lipca 1995 doznałem ataku serca. 20 lipca
1995 przechodziłem otwartą skomplikowaną operację serca. Powikłania które
wystąpiły zmusiły mnie abym poddał się drugiej operacji. Pozostawałem na
systemie podtrzymywania życia przez następne 5 dni w bardzo niepewnym stanie. W
końcu po miesiącu wyszedłem ze szpitala. Trzykrotnie wracałem na intensywną
terapię z powodu komplikacji i każdego razu byłem w stanie krytycznym. Po
operacjach serca lekarze przepisywali mi 7 różnych sposobów terapii. Dzisiaj
już nie potrzebuję skomplikowanego leczenia! Sok noni nie tylko pozwolił mi by
być wolny od leków na receptę, ale także: minęło mi nadciśnienie, wzrok
polepszył się, nie jest mi zimno, grypa, bóle głowy oraz rak skóry twarzy w
trzech miejscach, minęły. Polepszył mi się także słuch. Rozmiar spodni w ciągu
roku zjechał z 38 do 33, znikły problemy z prostatą. Wcześniej lekarze mówili
mi że nigdy nie będę mógł ponownie wrócić do pracy a z powodu mojego serca
jestem zagrożony śmiercią w każdej chwili reszty mojego życia. Kończę w tym roku
70 lat i mogę z powrotem pracować jako kamieniarz. Jestem bardzo szczęśliwy z
tego co sok noni uczynił dla mnie. Jest niezwykłe to co sok noni może robić dla
ciebie z powodu proxeroniny — ponownie może odbudować twoje
komórki. -Glenn L., USA luty 2001
Spotkania
na temat Noni - KLIKNIJ
Kontakt
Informacje umieszczane na tej stronie służą wyłącznie do celów
edukacyjnych, a nie do stawiania diagnozy, rozpoznawania czy sugerowania
sposobów traktowania różnych chorób. Stan zdrowia i wszelkie jego
zaburzenia winny być konsultowane z właściwymi służbami medycznymi. Nie
jest celem wydawcy tego dokumentu udzielanie medycznych rad,
zalecanie środków bądź branie odpowiedzialności za osoby które decydują
się spróbować na sobie.

|