|
Łokieć tenisisty:
W kwietniu 2002 roku
żona była sama na Florydzie (ja byłem w tym czasie w Kanadzie - miałem do niej
przyjechać za 5 dni) i nie miała tam nic do roboty. Wysyłała emaile do
znajomych. Napisała m.in. do przyjaciół z którymi nie mieliśmy kontaktu od wielu
lat, wiedzieliśmy tylko że Frank miał trzy baypasy. Zapytała w nim jak Frank się
czuje. Odpowiedzieli że Frank jest w bardzo dobrej kondycji i pięć razy w
tygodniu gra w golfa. Czuje się tak dobrze od kiedy pije sok noni z Tahiti.
Kontynuując tą korespondencję zapytała „Na co jest dobry ten sok? Czy ma jakiś
wpływ n.p. na wysokie ciśnienie?” Odpowiedzieli jej że sok ten jest szczególnie
dobry na nadciśnienie. Poprosiła więc aby przesłali jej trochę dodatkowych
informacji, jakieś materiały i po kilku dniach otrzymała pocztą przesyłkę w
której znajdowało się kilka książek i kaset autorstwa wielu lekarzy, którzy
wypowiadali się na temat oryginalnego soku Noni z Tahiti w szklanych zielonych
butelkach. Wszystko to przestudiowała w ciągu 24 godzin. Bardzo się
podekscytowała wiadomościami zawartymi w tych materiałach. Zamówiła u tych
znajomych skrzynkę tego soku – 4 butelki. W dniu w którym przyleciałem na
Florydę żona odbierała mnie z lotniska i zakomunikowała mi : „Od jutra rana
zaczynasz pić sok noni. Jest on podobno dobry na Twoje nadciśnienie” (Ja od
bardzo długiego czasu codziennie brałem tabletki które były w stanie kontrolować
moje ciśnienie krwi. Wielokrotnie wynosiło ono około 195/95 – czyli bardzo
wysokie. Czasami czułem się jakbym miał wybuchnąć. Lekarze przepisywali mi na
nadciśnienie leki „Zestril” i „Norvasc” które miałem brać codziennie do końca
życia.)
Powiedziałem żonie że nie
chcę brać niczego, czego nie znam. Francoise powiedziała – „Dużo czytałam na
temat soku i wiem, że na pewno to będzie dobre dla Ciebie. Poza tym sok już
jest, zwrócić go nie mogę, zacznij go pić”.
Następnego ranka rozpocząłem
picie soku od dawki 60 mililitrów rano i 60 mililitrów wieczorem. Bardzo mi
smakował. Moim celem było zredukowanie wysokiego ciśnienia krwi. Sześć dni
później obudziłem się rano i nie czułem bólu który od ośmiu lat mi doskwierał a
spowodowany był dolegliwością która zwie się „łokieć tenisisty”. Dolegliwość ta
spowodowana była tym, że od dawna zbyt często grałem w golfa. Od czasu kiedy
zacząłem pić sok Noni wielokrotnie grałem w golfa ale ten ból już nigdy nie
powrócił. Zacząłem pić sok żeby zredukować ciśnienie krwi a otrzymałem nagrodę –
okazało się że ten sok zadziałał także na coś innego. Zacząłem więcej czytać o
nim i przeszukiwać informacje dostępne w internecie. Dowiedziałem się z
materiałów m.in. że ten sok odgrywa dużą rolę w redukcji bólu i stąd tak szybka
reakcja na mój „łokieć tenisisty”.
Moje ciśnienie krwi po trzech
tygodniach picia soku noni zaczęło wyraźnie spadać. Tydzień temu byłem u mojego
lekarza. Oczywiście jak zwykle kazał mi usiąść i podwinąć rękaw. Zmierzył mi
ciśnienie, spojrzał na mnie, spojrzał na moją kartę, spojrzał na ciśnieniomierz,
jeszcze raz na mnie, na kartę, na ciśnieniomierz – spytałem – „Co się stało? Tak
podskoczyło?” Odpowiedział – „Nie - 110/60”. Spytałem czy nie jest teraz zbyt
niskie. Odpowiedział że nie, jest bardzo dobre. Spytał czy nadal biorę moje
tabletki – powiedziałem „Oczywiście, ale zdecydowałem, że będę brał połowę z
tego co mi Pan zalecił”. Nie bardzo mu się to podobało. Powiedział – „Ja jestem
lekarzem i to ja powinienem decydować co i ile masz brać” Odpowiedziałem –
„Zgoda, ale życie jest moje”. Zdecydowaliśmy w tym dniu że będę brał jeszcze
połowę tego co brałem. Mam nadzieję że już niebawem nie będę musiał brać
tabletek na nadciśnienie.
--Andre B.,
Kanada październik 2003
Spotkania
na temat Noni - KLIKNIJ
Kontakt
Informacje umieszczane na tej stronie służą wyłącznie do celów
edukacyjnych, a nie do stawiania diagnozy, rozpoznawania czy sugerowania
sposobów traktowania różnych chorób. Stan zdrowia i wszelkie jego
zaburzenia winny być konsultowane z właściwymi służbami medycznymi. Nie
jest celem wydawcy tego dokumentu udzielanie medycznych rad,
zalecanie środków bądź branie odpowiedzialności za osoby które decydują
się spróbować na sobie.

|